Noclegi
noclegi_icon
Pogoda
pogoda_icon

​Na Skały Wilhelma i do Staniszowa

Wycieczka dla tych, którzy cenią nieszablonowość i lubią czasami trochę pofilozofować… Punktem wyjścia będzie zajezdnia MZK — możliwa do osiągnięcia większością linii komunikacji miejskiej. Z przystanku kierujemy się w stronę początku ulicy Kruszwickiej i idziemy za znakami czarnego szlaku.

Mijamy po lewej zrujnowane zabudowania neogotyckiego pałacu z pierwszej połowy XIX wieku, a następnie coraz okazalsze zbocza Jarkowej Górki. Stajemy na rozległej polanie, gdzie kończą się zabudowania. W tym miejscu warto na chwilę zboczyć ze szlaku w stronę porośniętego niewielkim zagajnikiem wzgórza. Roztacza się stąd piękny widok z jednej strony na Karkonosze, Góry Izerskie i Kotlinę Jeleniogórską z Cieplicami na pierwszym planie, z drugiej zaś — na stare miasto Jeleniej Góry z wieżami kościoła pw. Św. Erazma i Pankracego, ratusza i dawnych baszt miejskich.

Wracamy na ścieżkę oznakowaną jako czarny szlak. Po drodze mijamy ciekawe formy skalne. Te spękane bryły granitu są charakterystycznym elementem krajobrazu Wzgórz Łomnickich, zajmujących centrum Kotliny Jeleniogórskiej. Powstały w zamierzchłej przeszłości, kiedy w czasie ostatniej epoki lodowcowej masy lądolodu wyrównywały dno Kotliny Jeleniogórskiej, pozostawiając jedynie co twardsze skały w postaci odosobnionych wzgórz. Po ustąpieniu lodowca, we wciąż surowym klimacie, odsłonięte, wystawione na mróz, słońce, opady i wiatr skały pękały i rozpadały się, pozostawiając nam do podziwiania te niezwykłe rzeźby natury.

Szlak czarny skręca w lewo i wspina się w kierunku lasu. Przechodzimy stromym podejściem i skręcamy w prawo, uważnie wypatrując kolejnych oznakowań. Stajemy na szczycie Skał Wilhelma.

Jest to jedno z najbardziej spektakularnych urwisk skalnych w okolicy. W początkach XIX wieku, gdy rozwinięty w regionie przemysł ogołocił większość wzgórz z lasu, skały te, widoczne z daleka, sprawiały piorunujące wrażenie. Ówcześni mieszkańcy ochrzcili cały masyw wzgórz mianem Abruzzen, w nawiązaniu do regionu w środkowych Apeninach. Skałki szczytowe nosiły też wówczas szumną nazwę Göttersitz, czyli Tron Bogów.

Choć dzisiaj rozrośnięte drzewa przesłoniły większość dawnej panoramy roztaczającej się ze skał, i dzisiaj można, zwłaszcza w okresie między późną jesienią a wczesną wiosną, podziwiać interesujący widok z wierzchołka.

Na najwyższej skale całego urwiska zachowała się tablica, poświęcona niemieckiemu cesarzowi Fryderykowi III. Cesarz ten, ojciec lepiej znanego Wilhelma II — tego od I wojny światowej — zmarł na raka po zaledwie 99 dniach panowania. Członkowie regionalnego towarzystwa turystycznego Riesengebirgsverein (RGV) uczcili zmarłego władcę, fundując tablicę z medalionem przedstawiającym profil cesarza i napisem: Fryderykowi III — cesarzowi niemieckiemu — niezapomnianemu — zadedykowało RGV — grupa wschodnia Jelenia Góra — 18 października 1888 roku. Wtedy też skały zmieniły nazwę na Friedrichshöhe — Wzniesienie Fryderyka. Dzisiejsza nazwa — Skały Wilhelma — powstała w nawiązaniu do szerzej znanego następcy cesarza Fryderyka. Dla osiedlających się tu po II wojnie światowej Polaków jednako było: Wilhelm czy Fryderyk; ważne, że cesarz niemiecki. Jakim chichotem historii staje się w tym kontekście przymiotnik Unvergesslichen­, do dziś widniejący na zniszczonej tablicy.

Idziemy dalej za znakami czarnymi, schodząc ze skał. Dochodzimy do rozstaja ścieżek, przy którym rośnie stary, rozłożysty buk. I tutaj warto na chwilę pozostawić szlak, aby dojść do pozostałości podwójnej skoczni narciarskiej. Wzniesiono ją w początku lat 20—tych ubiegłego wieku. Inicjatorem budowy instalacji był Otto Vorveg, inżynier z Norwegii, sprowadzony tutaj przez właściciela fabryki maszyn papierniczych w Cieplicach. Choć ciężko sobie to dzisiaj wyobrazić, narciarstwo było wówczas tutaj niemal nieznane, a najpopularniejsze sporty zimowe stanowiło saneczkarstwo i… bobsleje. Inż. Vorveg rozpropagował w Karkonoszach swój rodzimy sport, przyczyniając się do budowy skoczni na wzgórzach Abruzzen i sąsiedniej górze Sołtysiej. W 1924 roku odbyły się tu pierwsze zawody, w trakcie których oddano „rekordowy” skok o długości 14 metrów. Dziś po skoczni pozostały jedynie resztki dwóch ramp i wycięty pas lasu.

Powracamy na szlak czarny. Napotykamy kolejne rozwidlenie dróg, kierując się za znakami w prawo. Mijamy po lewej okazałe wyrobisko dawnego kamieniołomu. Wydobywano tutaj kamień m. in. do budowy drogi z Jeleniej Góry do Staniszowa.

Niebawem wychodzimy z lasu i stajemy przed rozległym, trawiastym terenem z widocznym po prawej stronie jeziorem.

Jest to pozostałość niszczycielskiej działalności człowieka. Po II wojnie światowej uruchomiono w Jeleniej Górze na fali uprzemysłowienia kraju jeden z największych w Polsce zakładów produkcji celulozy i włókien sztucznych Chemitex—Celwiskoza. Skutkiem ubocznym produkcji, polegającej m. in. na traktowaniu zawiesiny wiórów drzewnych w wodzie rozmaitymi chemikaliami były hektolitry cuchnących i trujących ścieków, które, przez pierwsze dziesięciolecia pracy zakładu niefrasobliwie wylewano do rzeki. W późnych latach 60—tych postanowiono doraźnie rozwiązać ten problem, budując właśnie w tym miejscu wielki odstojnik ściekowy. Dolinę u stóp Skał Wilhelma przegrodzono z dwóch stron wyasfaltowanymi wałami ziemnymi. Po wstępnym odstaniu ścieków produkcyjnych w kilku osadnikach przy samej fabryce, cały skażony szlam pompowano rurociągiem o długości przeszło 2 kilometrów do zbiornika w Staniszowie. Oprócz ścieków z fabryki trafiały tutaj też ścieki komunalne, jako że Jelenia Góra nie posiadała wówczas oczyszczalni z prawdziwego zdarzenia. Tragiczno — komiczną ciekawostką jest fakt, że kiedy zbiornik przepełniał się, część ścieków odprowadzano — jak głosiły plotki — do leżącego nieopodal stawu Balaton, będącego dzikim kąpieliskiem jeleniogórzan. Fabryka zaprzestała swojej trucicielskiej działalności dopiero w późnych latach 80—tych XX wieku, pozostawiając miastu w spadku osadnik wypełniony toksycznymi związkami siarki. Dopiero w latach 2000 — 2008 obiekt poddano żmudnej rekultywacji.

Miejsce to jest przykładem potęgi przyrody w starciu z człowiekiem: nawet w czasach działalności osadnika okolica słynęła wśród mieszkańców z… najbujniejszych choinek, a w samym zbiorniku żyły i do dziś żyją łabędzie i kaczki. Związki siarki są bowiem z jednej strony trujące dla człowieka, z drugiej zaś — niezbędne dla roślin, a w dalszej kolejności dla żywiących się nimi zwierząt.

Wyłożonym betonowymi płytami podjazdem dochodzimy do szosy wiodącej z Jeleniej Góry do Staniszowa. Wycieczkę można kontynuować: bądź udać się do Staniszowa (w prawo szosą) gdzie warto odwiedzić restaurację Pałac Na Wodzie (czynna codziennie od 11:00 do 22:00) i opisaną w innym artykule górę Witoszę; bądź szosą w prawo, po napotkaniu znaków szlaku czarnego w prawo, polną drogą, aż do końca szlaku. Tam napotykamy znaki szlaku żółtego, który urokliwą ścieżką wśród pól, łąk i zagajników doprowadzi nas również na górę Witosza. Ci zaś, którzy zdecydują się zakończyć spacer, mogą skorzystać z przystanku autobusowego przy szosie, gdzie autobusem linii nr 19 można powrócić do centrum Jeleniej Góry.

Autor: Robert Samborski

Wycieczka opracowana w kwietniu 2018r.

Komentarz:

Dodaj
Zapisane (0)